Wyprawa rowerowa Alpe-Adria, czyli z Alp nad Adriatyk część 2

Wracamy na alpejskie szlaki z przytupem. Drugi dzień okazał się być najtrudniejszym podczas całej wyprawy, ale równocześnie jednym z najtrudniejszych. Tak to jest z wyprawami rowerowymi, że im trudniej tym piękniej.

Dzień rozpoczęliśmy od ubrania wysuszonych – dzięki naszym kierowcom – butów. Niemal od początku profil trasy był „falowany”, czyli raz w górę, raz w dół. Sporo było takich fal, ale dzielnie znosiliśmy trudy wycieczki dzięki pięknym alpejskim widokom na dolinę rzeki Salzach – prawdziwe Alpe Adria!

     

    Nieco fizycznego wytchnienia dał nam tunel Klammstein. Niestety najpierw wybudowano drogę, a dopiero później pomyślano o rowerzystach przez co w środku panował straszny hałas. Gdy byłem tu wcześniej zmierzyliśmy jego poziom i wyszło, że byliśmy na lotnisku 😊. W 2012 roku dobudowano kawałek dla rowerzystów i pieszych co jest małym wytchnieniem.

    Zjechaliśmy do poziomu doliny, ale wciąż kontynuowaliśmy jazdę pnąc się w górę. Nieco pochmurny, chłodny i lekko deszczowy dzień wcale nie psuł nam pięknych widoków i wrażeń, a uśmiechy nie znikały z naszych twarzy! Alpe Adria choć surowa, to sprawiedliwa i to co zabiera z ciała, oddaje duchowi z nawiązką 😉.

    Prawdziwym wyzwaniem był podjazd do miasteczka Bad Gastein, które słynie z wyjątkowego wodospadu płynącego przez ścisłe centrum. Podjazd pod górujące nad nami miasto po całodziennej wspinaczce był wyczerpujący i nieco demotywujący, ale grupa zacisnęła zęby i wjechała pod wspomniany wodospad, a następnie prosto do restauracji.

     

    Po obiedzie udaliśmy się ostatni raz dzisiejszego dnia w górę – do stacji pociągu Bockstein Bahnhof. Cała podróż trwa raptem kilkanaście minut i stanowi bramę do regionu Karyntia. Po opuszczeniu kolejki znaleźliśmy się w nowej, pięknej krainie. Pogoda była dużo lepsza, świeciło nawet zachodzące już słońce, a widoki znów nie pozwalały na nieprzerwaną jazdę. Tak zakończyliśmy drugi dzień wyprawy rowerowej Alpe-Adria.