Wyprawa rowerowa Alpe-Adria – wspomnienia z 2019 część 1

Jedna z najpopularniejszych tras w Europie rokrocznie przyciąga dziesiątki tysięcy rowerzystów. Osobiście byłem tam już trzykrotnie za każdym razem odkrywając na nowo uroki tej pięknej trasy. Zapraszam do przeczytania wspomnień z tegorocznej wycieczki!

Alpe-Adria – rzut okiem na mapę

Zacznijmy od geografii. Szybki rzut oka na mapę i już wiemy, że musi być ciekawie. Trasa położona jest bowiem w Alpach Austriackich i Włoskich a kończy się nad Adriatykiem. Widoki gwarantowane. Dodatkowo naszą uwagę zwracają rzeki wzdłuż których wiedzie trasa z Salzach na czele. Jeśli miałbym wskazać wadę trasy rowerowej Alpe-Adria, to musiałbym uznać, że na trasie jest mało zabytków i atrakcyjnych (poza widokami oczywiście!) miejsc turystycznych. My sobie z tym poradziliśmy w ciekawy sposób o czym w kolejnych częściach. Aby lepiej poznać szczegóły trasy zachęcamy do odwiedzenia oficjalnej strony internetowej.

     Podróż do Austrii

    W tym roku trzynastoosobową grupą wyjechaliśmy z Kielc przez Brno i Wiedeń do Salzburga. Podróż jak to podróż była męcząca, ale dojechaliśmy na tyle wcześnie, że zdążyliśmy jeszcze zwiedzić miasto Mozarta, zobaczyć piękną panoramę miasta nocą i zjeść powitalną kolację na mieście.

    Pierwszy dzień na szlaku 

    Po zjedzeniu śniadania i zniesieniu bagaży wszyscy spotkaliśmy się przed hotelem o godzinie 9:00. Nastroje dobre, słońce świeci, to i uśmiech nie schodzi z twarzy 😊! Pierwsze kilometry to wyjazd z Salzburga, ale przez samo centrum. Dzięki temu jeszcze raz – tym razem za dnia zobaczyliśmy pomnik Mozarta i urocze wąskie uliczki miasta. Przypadkiem trafiliśmy na jakąś lokalną uroczystość z dziesiątkami ludzi przebranymi w stroje ludowe i akompaniamentem orkiestry.

    Opuściliśmy ostatecznie Salzburg i ruszyliśmy wzdłuż rzeki Salzach, której nazwa wywodzi się od soli. Niegdyś rzeka miała bardzo duże znaczenie dla transportu soli w regionie. Nawet mętny, niebieski kolor dobrze oddaje nazwę. Podróż nadbrzeżną ścieżką obfitowała w górskie widoki. Co jakiś czas lekko kropił deszcz, ale niezrażeni jechaliśmy przed siebie. Trasa lekko prowadziła pod górę, pokonaliśmy jedno niezbyt duże wzgórze na rozgrzewkę.

     

    Pierwszy przystanek był około południa przy wodospadzie Gollinger. Spotkaliśmy się z busem, dobraliśmy prowiant i picie. Spędziliśmy tu całą godzinę, a i tak było mało! Ciekawie zaprojektowane ścieżki pozwalają oglądać wodospad z dołu jak i z góry, co zajmuje nieco czasu, ale naprawdę warto. Kawałek dalej zatrzymaliśmy się na lekki obiad – zupę gulaszową. Niestety w tym czasie pogoda strzeliła focha i zaczęło mocno padać. Prognozy nie były optymistyczne i pozostawało podjąć decyzję: jedziemy w deszczu czy pakujemy się do busa? Zwlekaliśmy z decyzją jeszcze chwilę, ale Jacek – jeden z uczestników zmotywował grupę i ruszyliśmy dalej!

    A dalej było coraz gorzej. Z każdą minutą padało mocniej i mocniej. Niezrażeni jechaliśmy do przodu aż osiągnęliśmy jedyną przełęcz wyprawy – Pass Lueg. Nie była ona wybitnie trudna, ale wymagała pokonania 100 metrów pod górę. Na szczycie krótka przerwa, a następnie zjazd z powrotem nad rzekę. Przed nami jeszcze połowa trasy. 

    Osiągnęliśmy 50 kilometr wyprawy rowerowej Alpe-Adria na parkingu przy zamku na wzgórzu – Hohenwerfen. Wielką zaletą parkingu jest to, że posiada darmowe łazienki z ciepłą wodą 😊. Nie było chętnych na wjazd kolejką na sam zamek więc jedynie z dołu zobaczyliśmy urokliwą fortecę. Kolejny zjazd nad rzekę i ostatnie 25 kilometrów.

    Ostatni kawałek pokonywaliśmy naprawdę szybko, by jak najszybciej być już w hotelu i zrzucić z siebie mokre ciuchy. Po drodze z daleka majaczyły skocznie w Bischofshofen. Do celu dotarliśmy koło 17. Wykąpani, przebrani i głodni poszliśmy na kolację i zakończyliśmy pierwszy dzień wyprawy rowerowej szlakiem Alpe-Adria.